Czy znacie to słynne, rozbrajające „Ojoj!”, które towarzyszyło każdemu potknięciu najpopularniejszego Krecika na świecie? W naszej świetlicy postanowiliśmy przywołać tę kultową postać, ale tym razem w bardzo konkretnym celu!
Podczas ostatnich zajęć oddaliśmy głos dziecięcej wyobraźni i kolorom, a nasza świetlica w mgnieniu oka zamieniła się w prawdziwą pracownię artystyczną. Tym razem wyzwanie było wyjątkowe: zamiast małych kartek, na środku sali pojawiło się jedno, duże „płótno”, na którym wspólnie powołaliśmy do życia portret sympatycznego mieszkańca kopców.
Dzieci z ogromnym zapałem i godną podziwu precyzją wypełniały kolejne fragmenty naszego wspólnego dzieła. Ćwiczyliśmy nie tylko dokładność i cierpliwość, ale przede wszystkim – nasze umiejętności społeczne. Tworząc jeden obraz, każdy z nas stał się odpowiedzialny za efekt końcowy.
Wspólne malowanie stało się idealnym pretekstem do ważnej pogadanki. Wzięliśmy pod lupę słynne „Ojoj” – zwrot, który w bajce kwituje każdą małą katastrofę. Rozmawialiśmy o sytuacjach, w których coś się psuje, a sprawca nagle staje się „niewidzialny”. Czy „samo się zrobiło” to dobra odpowiedź? Razem doszliśmy do wniosku, że przyznanie się do błędu wymaga większej odwagi niż samo malowanie, a wspólna praca uczy nas, że za każde „ojoj” warto wziąć odpowiedzialność.
Efekt? Jedno wielkie arcydzieło, mnóstwo uśmiechów i ważna lekcja: w naszej świetlicy gramy do jednej bramki (i malujemy do jednej ramy!).


